Pokerowa twarz
Widziała mnie, patrzyła się na mnie (Shmata wyczaił, jak przyglądała mi się) z pokerową twarzą. One usiadły przy stoliku, a my, po około dziesięciu minutach, weszliśmy do baru, i zmuszeni byliśmy stać przy samych drzwiach, jak jakieś smarki, jak jakieś odpryski, czy odszczepieńce. Ale, gdy zespół weszli na scenę, nie przeszkadzało mi to. Let's Go grali naprawdę dobrze. Podobał mi się ich każdy kawałek jaki słyszałem (coś koło pięciu), a jedynym akustycznym mankamentem, było nagłośnienie. Ekipa grała dobrze, ale nagłośnienie nie spisało się tak, jak powinno. Mimo to bawiłem się dobrze... ale bez tamtej dziewczyny. Ona siedziała, popijała coca-colę, i od czasu, do czasu, zerkała na mnie, a ja na nią. Parę razy przejąłem jej wzrok, parę razy ona mój, i tak to się skończyło. Ona wyszła, a ja stałem, patrzałem się, jak opuszcza budynek. Doskonale zdaję sobie sprawę, że moje zachowanie w stosunku do tej dziewczyny było, mniej więcej, tak ambitne, jak pytanie się pięciolatki, czy mnie pocałuje w wieku pięciu lat. Mniej więcej... albo mniej.
Jałowe przemyślenia .