Ulotka
Najnormalniej w świecie, prostym, ale pewnym ruchem podałem jej ową ulotkę, gdy mijałem się z nią koło mojej szkoły. Fajnie - dziewczyna, być może, się pojawi, Shmata jedzie ze mną. Niby bezproblemowy wypad na mały, ale jary koncercik grupy o agnlosaskiej nazwie - Let's Go. Problem pojawił się w tym samym momencie, kiedy zobaczyłem, jak wygląda "hala", w której miał zagrać zespół. Hę, owa hala była najzwyklejszym na świecie barem bistro, tyle tylko, że charakteryzowała się wystrojem wnętrza. Wszędzie porozwieszane były plakaty rockowych gwiazd, po prawej stronie znajdowały się stoliki (prawie wszystkie zajęte, a te wolne były zarezerwowane) i różnego rodzaju wieszaki. Po prawej stronie stał barek, właścicielami była jakaś dziewczyna i chłopak w średnim wieku. Na samym końcu baru (na wprost wejścia, przy którym mieliśmy zaszczyt stać prawie dwie godziny) lansowała się mała - ale jednak - scenka. Rozstawione były na niej gitary, basówki i, na samym środku, perkusja. Gdy tak sobie staliśmy koło drzwi (nie ma nic przyjemniejszego) i czekaliśmy na zespół, zjawiła się ona... i jej koleżanka.
Jałowe przemyślenia .